Kolędnicy
Aż do Matki Boskiej Gromnicznej mogli przyjść do domu kolędnicy. Były to zazwyczaj osoby z biedniejszych warstw społecznych – czeladnicy, terminatorzy, studenci, parobcy, którzy wygłaszali, a czasem wyśpiewywali życzenia dla gospodarzy. Często prezentowali zabawne scenki. W zamian otrzymywali specjalnie dla nich pieczone bułki, które nazywano szczodrakami, trochę kiełbasy, świątecznego kołacza i innych specjałów. Wszędzie przyjmowano ich dobrze, bowiem wierzono, że przynoszą szczęście domowi. Najbardziej spektakularne były jednak obchody z turoniem. Turoń to kukła dziwnego zwierzęcia z kłapiącą paszczą, którego pierwowzorem był najprawdopodobniej tur – zwierzę wytępione z polskich lasów w XVII w. Głowę turonia robiono z drewna, owijano go futrem baranim, doczepiano rogi krowie, kozie lub baranie, paszczę wyścielano jaskrawym futrem, doczepiano filcowy jęzor, a do dolnej szczęki przyczepiano kolczastą skórę jeża lub gwoździe. Grupa kolędnicza składała się także z Dziada, Cyganki, Żyda, czasem muzykanta. Cyganka wróżyła z kart, Żyd namawiał do kupna turonia, Dziad zbierał datki od gospodarzy. W różnych regionach kraju miały także miejsce obchody z kozą, z konikiem, a nierzadko w przedstawieniach kolędniczych pojawiał się także niedźwiedź.
Jasełka i szopki
Jasełka w Europie rozpowszechnili franciszkanie. Legenda głosi, że św. Franciszek z Asyżu zorganizował pierwsze jasełka w 1223 r. – na leśnej polanie ustawił żłóbek oświetlony pochodniami i stamtąd ruszyła uroczysta procesja, która miała łączyć wiernych i mnichów w radości z Bożego Narodzenia. Od tego czasu w kościołach franciszkańskich ustawiano też żłóbki i urządzano przedstawienia, których treść nawiązywała do obchodów Bożego Narodzenia. Początkowo w żłóbkach wystawiane były lalki, później zakonnicy zaczęli z ukrycia poruszać figurkami w takt śpiewanych kolęd. Figurki, a także inne dekoracje finansowali często królowie i magnaci polscy, gdyż było to drogie przedsięwzięcie. Z czasem do scen jasełek zaczęły trafiać elementy życia codziennego, sceny świeckie, patriotyczne. Przedstawienia te zyskiwały rzesze zwolenników. Do kościołów przybywało mnóstwo ludzi, nie zawsze zachowujących powagę należną miejscu modlitwy, dlatego z czasem biskupi wydali zakaz urządzania jasełek ruchomych, zgadzając się jedynie na wystawianie figurek nieruchomych. Te nazwano szopkami. Zaś jasełka ruchome przejęli kolędnicy i z czasem rozwinęli tę formę opowieści. Stawały się one coraz bardziej polskie – bohaterowie nazywani byli polskimi imionami, nosili ubrania takie, jakie noszono w Polsce, zawodowo parali się zawodami znanymi z codziennego życia. Pojawiały się także postacie z bajek i folkloru. Z czasem jasełka przybrały formę teatrzyków z aktorami grającymi główne role.
Natomiast szopki rozwijały się dalej w obrębie kościelnej strefy wpływów. Rozwój sztuki związanej z tworzeniem szopek notuje się od połowy XIX w. głównie w Krakowie. Bezrobotni zimą cieśle, murarze i inni majstrowie chętnie angażowali się w budowę coraz to bardziej wyszukanych szopek. Misternie wykonane budowle, z detalami architektonicznymi, stawały na krakowskim rynku i czekały na zamożnych mieszkańców, którzy za sowitą opłatą mogli zaprosić szopkę do siebie do domu. Takie prywatne przedstawienia stawały się oczywiście okazją do zaproszenia gości i odwiedzin. Dziś szopki są elementem lokalnego folkloru, a w Krakowie nadal organizowane są konkursy na najpiękniejszą szopkę. Zainteresowanie tym konkursem jest wciąż ogromne.
Pisząc o jasełkach i kolędowaniu, nie sposób nie wspomnieć o widowiskach herodowych. Sztuki o tematyce związanej z Bożym Narodzeniem były także odgrywane przez wędrowne grupy młodych aktorów. Główną postacią tych przedstawień był Herod, stąd nazwa widowisk. Miały one określony przebieg, przestrzegany przez wszystkie grupy herodowe. Do domu wchodził najpierw marszałek albo inna osoba z królewskiej świty. Pytał, czy gospodarze wyrażają zgodę na przedstawienia. Kiedy usłyszał odpowiedź pozytywną, padała komenda: tron dla króla Heroda. Na podanym krześle zasiadał Herod, a wokół jego osoby rozgrywała się akcja przedstawienia. Herody charakteryzowały się większą starannością przedstawienia, lepszą aranżacją, staranniejszą reżyserią niż było to u kolędników. Były zatem pożądane w każdym domu.
Nowy Rok
Prapoczątki sposobu mierzenia upływu czasu datują się na 46 r. p.n.e., kiedy to Juliusz Cezar wprowadził kalendarz juliański. Święta Bożego Narodzenia według tego kalendarza obchodzą nadal wyznawcy prawosławia i grekokatolicy. Jednak obecnie obowiązujący kalendarz to wynik wprowadzenia przez papieża Grzegorza XIII w 1583 r. kalendarza gregoriańskiego. W Polsce kalendarz gregoriański został wprowadzony trzy lata później, a 1 stycznia jako osobne oficjalne święto obchodzi się od 1630 r. Pierwotnie Nowy Rok obchodzono jako oktawę Bożego Narodzenia.
Jako że to początkowo w pogańskiej Polsce uroczystości solarne, a potem Święta Bożego Narodzenia były właściwym początkiem roku kalendarzowego, po wprowadzeniu specjalnej daty oznajmiającej nowy rok, tradycje związane z tym dniem są powtórzeniem tego wszystkiego, co praktykowano w Wigilię czy Andrzejki. Czyli np. lanie wosku, mycie się rano w zimnej wodzie, przeświadczenie, że jeśli pierwszą osobą wchodzącą do domu będzie kobieta, to jest to zła wróżba na nadchodzący rok. Zasiadano też tego dnia do wieczerzy, ale była ona zdecydowanie mięsna, tłusta i okraszona mocniejszymi trunkami. Na Pomorzu w nocy obwiązywano słomą drzewa w sadzie, wsadzając w nią także małe krzyżyki upieczone z ciasta, na dobry urodzaj. Często na podwórkach palono snopek słomy symbolizujący stary rok i wszystkie jego ubiegłoroczne kłopoty i niepowodzenia.
Bale sylwestrowe w polskiej tradycji pojawiły się dopiero w połowie XIX w., choć bale takie i huczne zabawy w Europie Zachodniej znane były już od około tysiąca lat. Tradycja ta wywodzi się z pierwszego kryzysu milenijnego (drugi mieliśmy okazję obserwować na przełomie 1999/2000). Otóż w roku 999 z ust do ust powtarzano sobie legendę, jakoby w roku 1000 miał nastąpić koniec świata. Według proroctwa Sybilli świat miał zostać zgładzony ogniem przez latającego smoka Lewiatana. Potwór ten miał rzekomo być więziony w lochach Watykanu od czasów papieża Sylwestra I. Był tam skuty kajdanami, zakneblowany i spał snem kamiennym. Miał się jednak obudzić przed nastaniem nowego millenium. Kolejny papież przybrał imię Sylwester II, a pierwsze tysiąclecie zbliżało się ku końcowi. Spanikowani ludzi czynili pokutę, chowali się w domach i czekali na potworną zagładę. Gdy jednak wybiła północ i nic złego się nie stało, ludzie wyszli na ulice, palili pochodnie, pili wino, cieszyli się i tańczyli. Sylwester II udzielił światu błogosławieństwa „urbi et orbi” i tak zaczęły się obchody nocy sylwestrowej jakie znamy dziś.
a Kurpiach na powitanie Nowego Roku gospodynie wypiekały fafernuchy – rodzaj korzennych pierników z marchewką i pasternakiem. Z kolei na Podlasiu, Warmii i Mazurach pieczono byśki – ciastka w formie zwierzątek. Miały one zapewnić sukcesy myśliwym i pomyślność w hodowli zwierząt. Pieczono także tradycyjne kołacze, czyli dobrze wyrośnięte placki drożdżowe z kruszonką, przełożone makiem, serem lub powidłami. Tradycją Polski południowej była też noworoczna dziecięca kwesta (przypominająca dzisiejsze Halloween), podczas której dzieciom wręczano szczodraki, moskaliczki czy nowolatki – rodzaj bułek czasem smarowanych bryndzą. Szczególne obowiązki upieczenia tych bułeczek spoczywały na matkach chrzestnych.
Trzech Króli

Fot. Ambroz z Pixabay
Na początku chrześcijaństwa to właśnie 6 stycznia świętowano Boże Narodzenie jako święto Objawienia (zarówno ludowi jak i Mędrcom ze Wschodu). Chrześcijanie obrządku wschodniego czynią tak do dziś dnia. W II poł. IV w. wprowadzono rozdział świąt na osobne Boże Narodzenie i święto Trzech Króli. Dziś poza obrzędami kościelnymi nie obchodzi się w jakiś szczególny sposób tego święta. Na pamiątkę darów, jakie przywieźli królowie Jezusowi (złoto, kadzidło i mirrę) święci się w tym dniu kadzidło (zioła zmieszane z żywicą) i kredę (zamiast mirry). Na południu kraju istniała kiedyś tradycja przynoszenia do kościoła w tym dniu także biżuterii (jako złoto), choćby najskromniejszej. Po powrocie do domu na drzwiach domostw poświęconą kredą pisze się K+M+B z rokiem.
Jednak dawniej tradycja świętowania Trzech Króli była bogatsza. Jako że dzień ten zamykał czas świąt i szczodrości, to szczególnie bogato dziękowano wszelkim kolędnikom za ich życzenia. Poza tym na pamiątkę darów Mędrców ze Wschodu, powszechnie obdarowywano się choćby drobnymi upominkami. Królowie i magnaci polscy obdarowywali w tym dniu swoich dworzan w uznaniu wiernej służby, z rąk dziedziczki na dworach podarunki otrzymywała czeladź dworska. Dzieciom rozdawano czerwone jabłka i orzechy, które miały im zapewnić rumieńce zdrowia i mocne, zdrowe zęby.
Z Europy Zachodniej dotarł na polskie dwory zwyczaj wybierania królowej i króla migdałowego. Podczas przyjęć i zabaw organizowanych tego dnia, w ciasteczkach umieszczano migdał. Osoba, która w swoim ciastku znalazła migdał, stawała się królową migdałową. Podobnie wybierano króla. Osoby te piastowały ten tytuł do końca karnawału, co dawało im prawo do wyboru karnawałowych zabaw.
Warto też wspomnieć na koniec o tym, że według kalendarza juliańskiego 6 stycznia obchodzone jest jedno z największych świąt cerkiewnych, czyli prawosławne święto Jordanu – Święto Chrztu Pańskiego. W naszym gregoriańskim sposobie liczenia czasu święto to obchodzone jest 19 stycznia. Odprawiane są wówczas uroczyste nabożeństwa, po czym batiuszka prowadzi procesję wiernych nad rzekę, gdzie święci wodę i zanurza w niej trzykrotnie złocony cerkiewny krzyż i potrójną świecę. Poświęconą wodę wierni piją i zabierają ze sobą do domów.
Później w kalendarzu liturgicznym jest święto Matki Boskiej Gromnicznej … ale to już jest zupełnie inna historia.
Źródła: Barbara Ogrodowska Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne

Inicjatorka powstania konstancińskiej Gminnej Rady Działalności Pożytku Publicznego, Prezes Zarządu Fundacji NIKA, koneserka dobrych książek i filmów, wielbicielka Pink Floyd-ów.



