Dokładnie 101 lat temu mieszkaniec dawnego letniska Konstancin napisał jedną z najbardziej rozpoznawalnych powieści w polskiej literaturze. Oczywiście mowa tu o Stefanie Żeromskim i Przedwiośniu. W ostatnim rozdziale zatytułowanym Wiatr od wschodu Żeromski opisał w kilku zdaniach zdarzenie, które nazwał zbrodnią skolimowską. Mimo że poświęcił jej kilka zdań, niewiele w nich prawdy o tym przerażającym wydarzeniu. Jak było naprawdę?
Zbrodnia skolimowska – historia prawdziwa
W dniu 4 lutego 1922 roku chciwość sąsiedzka doprowadziła do zabójstwa pięciu osób w skolimowskim młynie, który był własnością rodziny Reglów. Sąsiad Tadeusz Krasnodębski, dowiedziawszy się od swojego brata Franciszka, że Stanisław Regiel posiada małą fortunę, uknuł plan napadu rabunkowego na młynarza. Zaangażował kilku zbirów z ówczesnego półświatka kryminalnego do realizacji swojego planu. Początkowo napad miał się odbyć 3 lutego, ale dwóch przyszłych morderców upiło się do nieprzytomności dnia poprzedniego i nie dotarli do umówionego miejsca, którym był dom Krasnodębskiego.
Dzięki temu wydarzeniu bandyci dowiedzieli się, że trochę dalej od ich docelowego miejsca rabunku wprowadził się „Amerykaniec”, inżynier z Kanady Maurycy Flaum. Mieszkał on w wynajętej od swojego brata Fabiana nieistniejącej dziś willi „Zofiówce” przy ulicy Kościelnej. Na kilka godzin przed planowanym napadem na młyn, bandyci „odwiedzili” rodzinę Flauma. Okradli ich z kosztowności i… kazali się nakarmić. Potem zamknęli całą rodzinę w piwnicy, informując, że przed drzwiami będzie stał jeden z nich i pilnował, żeby nikt nie opuścił jej zbyt wcześnie. Rankiem 5 lutego Flaum otworzył drzwi piwnicy i powiadomił miejscową policję o zdarzeniu, jakie miało miejsce w jego domu. Nie wiedział, że w nocy, kilkaset metrów dalej, doszło do prawdziwej masakry.
Sześciu bandytów dokonało napadu rabunkowego, zabijając pięć osób z rodziny i otoczenia Reglów. Zginęli 58-letni brat Stanisława – Antoni, 19-letnia Zofia, córka młynarza, 42-letni Piotr Winiarek i 44-letni Michał Orzechowski – obydwaj byli robotnikami we młynie, oraz 42-letni Walenty Kraszewski, który był kominiarzem. Tę masakrę cudem przeżył korepetytor dzieci Reglów, 25-letni Antoni Małek, który został trafiony w głowę, rękę, nogę i płuco! Młody Antoni był kluczowym świadkiem, który jako jedyny widział twarze zbrodniarzy.

Śledztwo prowadzi nadkomisarz Kurnatowski
Nadkomisarz Ludwik Kurnatowski, który od samego początku prowadził zakrojone na bardzo szeroką skalę śledztwo, dopiero po kilku dniach mógł przesłuchać korepetytora, który wracał do zdrowia w jednym z warszawskich szpitali. Doświadczony śledczy opisał swoje przeżycia we wspomnieniu zatytułowanym Krwawa noc w Skolimowie, do zapoznania z którym serdecznie Was zapraszam. Opis tego, co zobaczył Kurnatowski, naprawdę jest przerażający. Ofiary zbrodni były torturowane, połamane i kłute, amok zbrodniarzy był wręcz niewyobrażalny, dlatego pominę dokładniejszy opis tego, co widział nadkomisarz. Masakrę tę cudem przeżyli wspomniany Antoni, 9-letni postrzelony w szczękę Henio, syn młynarza, służąca Maria, która natychmiast uciekła na górę wraz z Heniem. Ostatecznie napastnicy zrabowali 1.000.000 marek (oczekiwali 3 milionów), srebrne monety, złoty zegarek, sporo biżuterii. Zbrodniarze uciekli około godziny 22.00. W tym czasie nadjeżdżał do stacji Skolimów pociąg z wracającymi Stanisławem i Marią Reglami, którzy kilka minut później odkryli masakrę.
Nadkomisarz Kurnatowski wyznaczył wysoką nagrodę za wskazanie sprawców. Ponadto wprowadził do aresztów konfidentów i wykorzystał swoich tajnych współpracowników w świecie kryminalnym, co w kilka miesięcy przyniosło efekty. Szybko ujęto Józefa Laudańskiego i Krasnodębskiego, którzy chcąc chronić siebie, szybko zaczęli zeznawać na niekorzyść czterech pozostałych uczestników zbrodni skolimowskiej. Bracia Góralscy 6 marca dokonali kolejnego napadu, tym razem na dom młynarza w Lesiewie. Broniącym się domownikom udało się zabić jednego ze zbirów – Teodora Góralskiego, który był hersztem skolimowskiej bandy. Ostatecznie ujęto wszystkich bandytów. W procesach doraźnych skazano ich na karę śmierci i wykonano wyroki.
Zbrodnia skolimowska jest opisywana jako największa zbrodnia cywilna II RP, choć jest to nieprawdą. W grudniu 1929 roku cała Polska usłyszała o małej miejscowości Pieruszyce za sprawą Czesława Koniecznego. Z powodu chorej miłości zabił swoją matkę, pięciu braci i 7-letnią siostrę. Zbrodnia była tak wstrząsająca, że pojawiała się ona na łamach prasy USA i Australii! W dniu 19 lipca 1929 roku wykonano wyrok śmierci na Czesławie Koniecznym.
Młyn stoi do dziś, ma kilkaset lat i był wielokrotnie przebudowywany. Jeżeli chcecie poznać więcej zbrodniczych historii dawnego Konstancina, zapraszam Was na moje spacery „Szlakiem Zbrodni Konstancina”. O planowanych terminach dowiecie się, skanując kod QR.
Do zobaczenia na szlaku!
Rdzenny mieszkaniec Konstancina, pasjonat jego historii, gawędziarz, prowadzi dwie strony na FB „Urbex Konstancin”, gdzie pokazuje zapomniane zakamarki gminy, oraz „Wycieczki po Konstancinie”, gdzie można wspólnie z grupą turystów wybrać się na wycieczkę i poznać różne historie tego jakże fascynującego miasta.



