Jedni twierdzą, że: „na początku było Słowo”, inni skłaniają się ku twierdzeniu: „na początku był Chaos”. Natomiast podręczniki historii Polski utrzymują, że na początku był … Mieszko I. Pochodził on od Siemomysła (lub Ziemomysła), a ten od Lestka (lub Leszka). I to też nie jest takie pewne. Co jeszcze wiadomo o Mieszku I? Całkiem niewiele. Współczesne mu źródła pisane są nieliczne, pochodzą z obcych krajów i były tworzone w sposób nieco tendencyjny. Zatem bezpośrednio na ich podstawie trudno o jednoznaczne fakty. Historycy stawiają różne tezy bazujące na łączeniu faktów z życia Piastów. Wyciągają z nich wnioski, które jednak czasem nie znajdują uznania w oczach innych ekspertów. Dyskusja trwa.
Raczej pewne jest, że Mieszko odziedziczył władztwo nad pogańskimi Polanami po swoich przodkach. Istnieją także teorie, jakoby mógł on być rabusiem i rzezimieszkiem wygnanym z któregoś z sąsiadujących krajów (najpewniej Niemiec) za swoje „dokonania”. A dysponując dobrze wyszkoloną drużyną, był w stanie stworzyć zalążki państwowości. Nie ma natomiast pewności co do jego imienia. W źródłach zapisywane było ono w różnych formach np. Mieszk, Mieszka, Misika, Mieszek, Mysko. A może Dagome z dokumentu Dagome iudex zawierzającego państwo polskie opiece Stolicy Apostolskiej? Do czasów współczesnych przetrwała forma Mieszko zbliżona do stosowanej przez Galla Anonima. Nie jest znane chrześcijańskie imię władcy nadane podczas chrztu. Miał prawdopodobnie dwóch barci (Czcibora i nieznanego z imienia) oraz niewykluczone, że jedną siostrę.
Sytuacja księcia Mieszka
Przede wszystkim podkreślić trzeba, że to, czego uczą nas w szkołach na temat początków państwa polskiego, opiera się na wnioskowaniu historyków, którzy dokonują tego przez pryzmat dzisiejszego postrzegania świata. Tymczasem Mieszko takich obciążeń nie miał. Rządził krajem inaczej funkcjonującym niż współczesne państwa, nie miał doświadczeń późniejszych zaborów czy holokaustu. Zatem inaczej budował relacje z zachodnimi sąsiadami.
Mieszko miał liczną drużynę, która stanowiła jeden z głównych filarów strategicznych jego władzy. Drużynę, która w państwie, które na dobrą sprawę zaczęło powstawać ok. 20 lat wcześniej, była przez poddanych traktowana jako okupant. Wszak Mieszko podbijał sąsiednie plemiona i wprowadzał swoje panowanie mieczem, nie marchewką. A wojsko kosztuje. Od arabskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba wiemy, że oprócz pełnego utrzymania drużynnicy dostawali co miesiąc żołd w srebrze. Dodatkowo zaś, jeśli któremuś z nich urodziło się dziecko, jemu również książę płacił żołd. A w przypadku ślubów dzieci drużynników książę odpowiadał za wiano i dary ślubne. Zatem wydatki były niemałe i aby im sprostać władca musiał mieć zwycięstwa w polu bitewnym.
Pamiętajmy, że jesteśmy w pogańskim kraju, a to oznacza, że ewentualne niepowodzenia militarne mogły dla ówczesnych oznaczać brak wsparcia niebios dla przywódcy. A takiego monarchy ludzie nie chcieli. Tymczasem problemem byli Wieleci, w starciach z którymi Mieszko ponosił klęski. Byli bogatsi, sprawniejsi militarnie, a zatem ich bogowie im sprzyjali. Zawdzięczali to zapewne Sworożycowi – bogu, którego czcili w słynnej świątyni w Radogoszczy. W takiej sytuacji do kryzysu wiary jest już jeden krok.
Niekoniecznie prawdziwe są też domniemania, jakoby państwo Mieszka gnębione było najazdami rycerstwa niemieckiego. Cesarz Otton I w tym czasie miał ważniejsze problemy na głowie – konflikt z Konstantynopolem, kwestionującym jego tytuł cesarski, sprawił, że na jakiś czas przeprowadził się nawet do Rzymu, aby z bliska zadbać o swoją pozycję u papieża. Poczynania pogańskiego sąsiada były wówczas najmniejszym z jego problemów. Margrabia Geron, najważniejszy wówczas wielmoża saski, właśnie kończył podbój Łużyc, rycerstwo niemieckie pokonało Połabian i nałożono na nich trybut wraz ze zwierzchnością polityczną. Potrzeba było czasu na zagospodarowanie nowych nabytków i pełne ujarzmienie cały czas groźnych Słowian połabskich. Dalsza ekspansja cesarza na wschód wydawała się mało prawdopodobna.
Mieszko zatem skierował zatem swoją uwagę ku południowym sąsiadom, czyli czeskim Przemyślidom, aby rozszerzać tam swoje wpływy. Czesi wspierali co prawda wcześniej Wieletów, ale pod naciskiem Ottona I porzucili połabskich sojuszników, w stosunku do których cesarz miał wyjątkowo nieprzejednany stosunek. Gwarantem trwałości sojuszu miało stać się małżeństwo Mieszka z córką księcia czeskiego Bolesława I Srogiego – Dobrawą (a może Dąbrówką – istnieją wątpliwości co do prawdziwego brzmienia jej imienia).
Istotną rolę w tym mariażu odegrał przypadek – Bolesław miał po prostu córkę w wieku odpowiednim do zamążpójścia. A w okolicy nikt inny taką partią nie dysponował. Na tak zaaranżowanym sojuszu zyskiwali wszyscy: cesarz Otton I zdobył sprzymierzeńców w walce na Połabiu, Czesi zapewnili sobie zaangażowanie Mieszka w bojach na północy, odciągając jednocześnie jego uwagę od terenów Śląska i Małopolski, na które sami chętnie spoglądali, wreszcie sam Mieszko, ratujący układem z czeskim sąsiadem własny tron. Był jeszcze jeden powód, dla którego małżeństwo córki z Mieszkiem wydawało się Bolesławowi atrakcyjnym kąskiem, ale o tym za chwilę.
Kim była Dobrawa
Jej ojcem był Bolesław I Srogi. Przydomek Srogi należy rozpatrywać w kategoriach niedopowiedzenia – znacznie adekwatniejsze byłoby określenie: psychopata i morderca. Jak pisze kronikarz Kosmas, władca Czech był „drugim Kainem”, „tyranem okrutniejszym od Heroda, straszniejszym od Nerona, przewyższającym Decjusza niegodziwością zbrodni, Dioklecjana srogością”. Tron zdobył, zabijając podstępnie swojego brata Wacława. Następnie robił mieczem czystki wśród jego zwolenników – kazał topić ich dzieci w Wełtawie, a wdowy po nich przymusowo wydawał za mąż. Na praskim dworze zapanowała atmosfera ciągłego strachu. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę realia polityki tej epoki, okaże się, że prawdziwie potężne średniowieczne państwo mógł zbudować tylko człowiek zdeterminowany, o jednoznacznych poglądach i silnym mieczu. Za jego panowania Czechy stały się prawdziwym imperium. Bolesław poskramiał sąsiednie plemiona, palił ich grody, eksterminował elity i zapędzał dziesiątki tysięcy niewolników na wielkie targowisko w Pradze. Stał się prawdziwym baronem europejskiego niewolnictwa i na zyskach z niego osadził gospodarkę Czech.
Tymczasem na północy wrósł mu konkurent: Mieszko I, który także handlował na dużą skalę niewolnikami z pobitych przez siebie terenów Wielkopolski. Tyle, że korzystał ze szlaków wywozu ludzi prowadzonych przez kupców ze Skandynawii i Rusii, a nie przez targ w Pradze, co dla Bolesława stanowiło ogromny uszczerbek w budżecie. Ślub Dobrawy miał zagwarantować, że przynajmniej część niewolników Mieszka będzie trafiała do Pragi.
Można się domyślać, że terror na dworze dotyczył nie tylko podwładnych, ale także dzieci władcy. Dorastały one z pełną świadomością praktyk tatusia, obserwując jednocześnie jego sukcesy. Dzieci uczą się, przyswajając wzorce dorosłych – Dobrawa także wyciągała swoje wnioski, a od ojca nauczyła się więcej, niż można się spodziewać. W powszechnej świadomości maluje się jej obraz jako potulnej, pokornej mniszki, która poświęciła swoją cześć na ołtarzu małżeństwa z Mieszkiem. Nic bardziej mylnego.
Warto także podkreślić pewien fakt, który w dalszej opowieści okaże się istotny. Otóż Dobrawa wychodząc za Mieszka, była wdową. Nie ma dokładnych informacji ani kto był jej pierwszym mężem, ani w jakich okolicznościach zmarł. Nie można wykluczyć, że po śmierci męża złożyła tzw. śluby wdowie. Raczej nie zrobiła tego z pobudek religijnych, a zwyczajowych. Kobiety o takim statusie cieszyły się stosunkowo dużą swobodą, uniezależniały się od mężczyzn w rodzinie, mogły nadal korzystać z majątku zmarłego męża. Traktowano je z respektem, ale nie obowiązywały je zasady życia klasztornego ani śluby zakonne.

Stająca na ślubnym kobiercu z Mieszkiem kobieta, była osobą dojrzałą. Lata spędzone na dworze ojca nauczyły ją prawideł polityki, a pierwsze małżeństwo kontaktów z mężczyznami (pewnie niektórzy powiedzieliby, że chodzi w istocie o manipulację). Prawdopodobnie Dobrawa spędziła kilka lat na dworze niemieckim – znała tamtejsze obyczaje, system polityczny oraz układy towarzyskie. Z dworu praskiego wyniosła zapewne patologiczną nieufność, cynizm, dumę i świadomość własnej pozycji. Prawdopodobnie umiała czytać (choć nie jest pewne czy umiała pisać), a Mieszko był analfabetą. Była obyta ze światem kultury łacińskiej, znała prawa, obowiązki i inne obyczaje. Tymczasem książę Mieszko był prostym wojownikiem, choć obdarzonym zmysłem politycznym, inteligencją i sprytem. Jeśli Dobrawa chciała być kimś w nowej ojczyźnie, czekało ją mnóstwo pracy.
Jak to ze chrztem było?
Historycy są raczej zgodni – najpierw był ślub, a potem chrzest.
Nie ma dokumentów potwierdzających wiek narzeczonych. Prawdopodobnie oboje byli około trzydziestki. Natomiast pewne jest, że Dobrawa dotarła do siedziby Mieszka w styczniu w 965 roku. Przyjmuje się taką datę z racji tego, że w okresie letnim, wiosennym czy jesiennym wielotygodniowa podróż orszaku księżnej przez świeżo wyrąbane dukty państwa polskiego było niemożliwe. Jedynie śnieg i mróz sprzyjały podróży i dawały szansę na bezpieczne przeprawienie się przez zamarznięte rzeki i błota.
Wbrew temu, co wynieśliśmy ze szkoły, różnice religijne nie były przeszkodą dla zawarcia związku małżeńskiego, bo … w X wieku praktycznie nie istniały śluby kościelne. W całej chrześcijańskiej Europie śluby zawierano wg ludowych, lokalnych tradycji. Panowało przekonanie, że związki zawierane są przez osoby świeckie i księży to w ogóle nie powinno zajmować. Zacznie się to zmieniać dopiero za 100 lat.
Tymczasem odbył się ślub i weselna uczta, a po niej (a precyzyjnie ujmując w jej trakcie) nadszedł czas na rytuał, który znamy bardziej z czasów sarmackich, ale w średniowieczu także był praktykowany, czyli o pokładziny – rytualny stosunek nowożeńców odbywany niemalże na oczach biesiadników. Jednak Dobrawa stanowczo odmówiła udziału w nim, o czym donosi nieco świętoszkowaty kronikarz Kosmas. Trzeba wszakże wyjaśnić pewną różnicę w rozumieniu tego rytuału pomiędzy wczesnym średniowieczem a oświeceniem. Sarmaci oczekiwali, że zakrwawiona koszula panny młodej będzie dowodem jej cnoty. Tymczasem w średniowieczu nie chodziło o cnotę, bo nikt jej nie oczekiwał – był to czas dużej swobody w tym obszarze życia. Cała biesiada weselna na piastowskim dworze odbywała się ku czci przodków pana młodego i wyznawanych przez niego bogów. Seks w noc poślubną uchodził za akt ofiary składanej bóstwom – taka fizyczna modlitwa. Krew na koszuli oznaczała, że bogowie przyjęli ofiarę i zaakceptowali małżeństwo. Dobrawa jako chrześcijanka nie zamierzała składać swojego ciała w ofierze bałwochwalcom. I była w tym nieprzejednana.
Książę Mieszko tak naprawdę nie był za bardzo zainteresowany wdziękami Dobrawy. Coraz więcej przesłanek potwierdza, że dysponował „haremem nałożnic”, co w ówczesnym pogańskim świecie było książęcą normą. Stanowiło to dowód bogactwa i wpływów, bo nie każdy mógł sobie pozwolić na biżuterię, stroje, luksusowe zakwaterowanie dla grona swoich pań. Odmowa księżnej publicznie księcia poniżyła. Nie był w stanie zrozumieć motywacji nowo poślubionej żony. W rewanżu nie wykazywał zbytniego zainteresowania jej osobą i prezentował lekceważący stosunek do małżonki. Jednocześnie wiedział, że księżnej nie może spaść włos z głowy, gdyż obawiał się zemsty Przemyślida. Dobrawa przyzwyczajona do wiecznego dogadzania czeskiego dworu przeżyła zaskoczenie. Zrozumiała, że musi zademonstrować, że dostrzegła swój błąd i że jest w stanie dostosować się do obowiązujących reguł, po to, by móc mieć wpływ na męża. Niebawem nadarzyła się okazja. Nadszedł Wielki Post, w którym nie umartwiała ona swojego ciała i spożywała mięso, co nie umknęło uwadze władcy. Potem Dobrawa próbowała zwrócić na siebie uwagę księcia, a dysponowała nader cenną w tym dziki kraju walutą – wiedzą i błyskotkami.
Snuła więc opowieści o zwyczajach na obcych dworach, o fortelach militarnych swojego ojca, prezentowała kadzidła zmieniające zapach ciała, „sztuczki” zmieniające kolor pergaminu. Dla Dobrawy wychowanej na cywilizowanym dworze czeskim, znającej księgi i malowidła kościelne były to sprawy znane i zrozumiałe, wręcz oczywiste, natomiast dla Mieszka – księcia dzikiego kraju -graniczyło to z magią. Dobrawa jednak konsekwentnie milczała na temat swojej wiary.
Kroniki donoszą, że Dobrawa przybyła do kraju Mieszka, zabierając ze sobą cały orszak ludzi, panien służebnych, zbrojnych i z całą pewnością co najmniej kilku duchownych, którzy byli dobrze wyposażeni: dysponowali kielichami, puszkami na hostię, ornatami, lichtarzami i przenośnym ołtarzem, a niewykluczone, że także namiotem liturgicznym z pięknymi zdobieniami. Mieszko, oczarowany skarbami liturgicznymi Dobrawy, musiał powoli zacząć inaczej traktować wiarę żony, a opowieści o potędze chrześcijańskiego Boga nabrały innego wymiaru. Pamiętajmy, że książę Polan żył w przekonaniu, że powodzenie, sukcesy militarne i bogactwo są rezultatem przychylności bogów. Widział swoje kłopoty, wnioskował zatem, że z przychylnością jego bogów coś może być nie tak. Obserwował liturgiczne świecidełka małżonki i miał świadomość ich wartości materialnej. W tych warunkach kryzys wiary jest niemal pewny. A Dobrawa dokładnie na to czekała.
W kilka miesięcy po przybyciu na poznański dwór Dobrawa stała się najwierniejszym przyjacielem i powiernikiem księcia. Wspólnie podejmowali polityczne decyzje, analizowali sytuację, a Dobrawa zachęcała męża do niektórych kroków. Jedno jednak się nie zmieniło – nadal byli białym małżeństwem. Mieszkowi jakoś specjalnie to nie przeszkadzało – wszak książęce nałożnice miały się znakomicie. Nie chodziło także o szantażowanie księcia – tak nieroztropna nie była. Problemem nie był także harem. Chodziło raczej o własne sumienie i o … umiejętność przewidywania przyszłości. A dokładniej: ewentualnej porażki Mieszka jako władcy. Jego pozycja nie była wystarczająco ugruntowana. A w przypadku klęski, Dobrawa nie miała zamiaru iść razem z nim na dno. O co chodziło?
Ówczesny kościół dopuszczał co prawda ślub z niewiernym, ale co do zbliżeń intymnych z poganinem był nieustępliwy. Znane były historie różnych władczyń wydawanych za pogan, które jednak złamały zakazy (a co gorsza rodziły poganom dzieci), w rezultacie czego były głośno piętnowane przez biskupów, a ich potomstwo uchodziło za diabelskie nasienie. Białe małżeństwo mogło okazać się dla niej szalupą ratunkową w razie porażki męża. Nieskonsumowany związek wydawał się nie do końca legalny w świetle pogańskich, piastowskich zwyczajów. Z kolei kościół głosił, iż dopiero noc poślubna zakończona sukcesem świadczy o ważności związku. Zatem obie perspektywy dawały szansę bezpiecznego powrotu do Czech pod jednym wszakże warunkiem – będzie trzymać księcia z daleka od siebie.
Małżonkowie, znając swoją sytuację geopolityczną, wykorzystując okoliczności mające miejsce w państwach ościennych, podjęli niezwykle ryzykowną decyzję, o udaniu się do cesarza Ottona w celu zawarcia sojuszu. Szansa na to, że Mieszko wróci cało z tej misji, była znikoma. Jednak ku zdumieniu wszystkich cesarz uznał Mieszka za swojego przyjaciela, co zdarzało się niezwykle rzadko. A już na pewno nie wobec poganina! I znowu: zakulisowo Dobrawa miała swój niebagatelny wpływ na ten sukces – przygotowała Mieszka do tej misji. Nie tylko przekazała szczegółowe informacje o cesarzu, ale przede wszystkim nauczyła dzikiego księcia dworskiej etykiety. Dzięki temu udało mu się nie urazić cesarza i zjednać jego przychylność.
Podczas wizyty u cesarza Mieszko zobaczył na własne oczy świat, jaki dotychczas opisywała mu żona. A po powrocie zaczął wdrażać u siebie zmiany, zaczynając od rozpoczęcia budowy pierwszego kamiennego pałacu na ziemiach polskich. W Poznaniu, na Ostrowie Tumskim. I to właśnie ten fakt, świadczy o tym, że to raczej Poznań właśnie był stolicą państwa Mieszka, a nie Gniezno. Przynajmniej na początku jego władania. Warto podkreślić, że prawdopodobnie do pałacu dobudowano kaplicę dla Dobrawy – malutką, dziesięciometrową, ale jednak kaplicę. Ta snuła dalej swoje opowieści do ucha męża, tym razem kładąc większy nacisk na zwycięstwa militarne wodzów walczących pod sztandarem Chrystusowym – przywoływała sukcesy ojca, wuja, Niemców. Nowa wiara zaczynała być coraz bardziej kusząca dla Mieszka.
Okoliczności przyjęcia chrztu przez księcia Mieszka są zaskakujące i zupełnie niespójne z tym, czego uczą nas w szkołach. Chrzty władców były świętowane niezwykle uroczyście, a biskupi ich udzielający rozgłaszali swoje sukcesy chrystianizacyjne, aby budować swoje strefy wpływów. Podręcznik szkolne sugerują, że Mieszko przyjął chrzest z Czech – tyle tylko, że było to niemożliwe, gdyż kraj ten wówczas nie posiadał żadnego biskupstwa. Istnieją też doniesienia, jakoby Mieszko został chrześcijaninem w Ratyzbonie – tyle że wtedy biskup Bawarii chwaliłby się takim osiągnięciem, a kroniki zarówno niemieckie, jak i czeskie milczą w tej sprawie. No więc gdzie?
No wygląda na to, że w … Poznaniu. Prawdopodobnie Dobrawa chciała kuć żelazo, póki gorące i kiedy tylko książę zgodził się na chrzest, nie zamierzała czekać, aż zmieni on zdanie w tej sprawie. Długotrwałe przygotowania, wielotygodniowa podróż do katedry, nieprzewidywalne wydarzenia po drodze – wszystko to mogło obrócić w niwecz miesiące jej starań, do czego dopuścić nie mogła. Wydaje się więc, że osobisty kapelan Dobrawy, którego przywiozła z Czech – Jordan – ochrzcił Mieszka na miejscu. Szybko i bez ceregieli. Ceremonia miała miejsce najprawdopodobniej 14 kwietnia 966 roku.
No właśnie – OCHRZCIŁ MIESZKA, NIE POLSKĘ!! Chrztu Polski jako takiego nigdy nie było. Między bajki należy też włożyć legendy, jakoby Mieszko szerzył w kraju chrześcijaństwo mieczem. Nic takiego nie nastąpiło. Należy domniemywać, że Mieszko grał na dwa fronty – w jego świadomości obecne było przeświadczenie, że oczywiście służy Chrystusowi, do czego się zobowiązał. Co jednak zupełnie nie przeszkadza na wszelki wypadek składać ofiary bogom pogańskim. Jadł mięso w dni postne, choć pewnie z czasem coraz mniej, chcąc sprawić przyjemność żonie. No i zapominał nagminnie o piątym przykazaniu. Wszak niedługo po chrzcie Mieszko z sukcesem zwyciężył Lutyków, zdobywał nowe tereny podbijając kolejne ludy ościenne, przy czym nie robił tego z modlitewnikiem w dłoni, a raczej ostrym mieczem. A Dobrawa raczej zachęcała go do ekspansji. No i nadal z sukcesem handlował żywym towarem, zapewniając niebagatelne wpływy do skarbca. Do XII wieku nikt nie próbował przeprowadzać masowej chrystianizacji wielmożów ani docierać z wiarą pod tzw. strzechy. Widząc sukcesy księcia, jego krewniacy, dowódcy, doradcy szli w jego ślady, gdyż … okazało się, że ten nowy bóg jest bardziej przychylny.
Pierwsze chmury
W 967 roku na świat przychodzi pierworodny i jedyny syn Dobrawy i Mieszka. Tyle tylko, że … między chrztem księcia a narodzinami Bolesława raczej nie minęło 9 miesięcy. Oczywiście teoretycznie Chrobry mógł być wcześniakiem. Wiele wskakuje na to, że Dobrawa musiała wcześniej uznać, że trzeba udowodnić mężowi swoje zaufanie do niego i utwierdzić go w podjętej decyzji dotyczącej przyjęcia chrztu. O takich motywacjach księżnej wspomina kronikarz Thietmar. Świadomość, że jest w ciąży prawdopodobnie także przyczyniła się do zorganizowania szybkiej, lokalnej ceremonii.
Nie można zapominać o jeszcze jednej okoliczności – w oczach kościoła ich syn Bolesław był bękartem, diabelskim nasieniem, które szerzy zło, a matce mogła pomóc tylko pokuta za grzech. Ta świadomość dręczyła Dobrawę i być może temu należy przypisywać jej wielkie zaangażowanie w budowę kolejnych kościołów na ziemiach polskich, a także ich bogate wyposażenie i imponujące na tamte czasy zdobienia.
Niestety wojowie Mieszka nie mieli hamulców, a przede wszystkim rozumu. Sam książę nie potrafił ich w porę powstrzymać. Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli Dobrawy. Pierwszy raz ratowała Mieszka z poważnych tarapatów, kiedy jego drużyna rozgromiła odwiecznego wroga księcia – Wichmana. Dogonili uciekających z pola bitwy i dużą część z nich wybili z miną krwią, zamiast wziąć ich do niewoli. Problem polegał na tym, że Wichman był krewnym cesarza Ottona, a zwyczaj nakazywał zemstę na zabójcy krewniaka. Gniew cesarza nie wróżył niczego dobrego. Manipulacje Dobrawy doprowadziły jednak do szczęśliwego zakończenia sporu.
Kolejna wpadka to bitwa pod Cedynią, która obrosła legendą jako największy sukces zbrojny pierwszych Piastów. Tymczasem prawda jest taka, że bitwa ta nie miała wielkiego znaczenia i była raczej półprywatną awanturą lokalnego możnowładcy margrabiego Hodona. Tyle tylko, że Mieszko znów nie zapanował na swoimi wojami, w rezultacie czego „położyli trupem wszystkich najlepszych rycerzy”. Niby Niemcy byli przyzwyczajeni do różnego rodzaju potyczek na wschodnich rubieżach. Ale nigdy nie były one tak krwawe i nie kosztowały tak wiele. Tym razem Dobrawa była bezsilna – należało spodziewać się ciężkiej kary dla księcia. Cesarz zażądał, aby Mieszko w ciągu pół roku przesłał na niemiecki dwór swojego syna, który miał być zakładnikiem i gwarantem bezpieczeństwa. Tyle tylko, że Bolesław miał dopiero 6 lat! Decyzja ta była szokiem do Dobrawy.
Wiedziała, że na cesarskim dworze jest wielu takich zakładników – są oni traktowani z należytym szacunkiem i zazwyczaj był to dla nich czas nauki, nawiązywania kontaktów, odnajdowania się w politycznym świecie. Dzieci były często wychowywane razem z dziećmi cesarza, chodziły do szkół, razem odrabiały lekcje. Lepszej szkoły nie mogła sobie wyobrazić. Dobrawa znała sytuację i rozumiała, że jeśli porywczy mąż znowu narozrabia (a to była raczej kwestia czasu), to mały Bolesław stanie się bohaterem pokazowej egzekucji. Sytuacja była na tyle napięta, że Mieszko nie odwiózł syna, którego powierzył oddziałowi zbrojnych.
Tymczasem do Poznania dotarły minorowe wieści: w Pradze zmarł Bolesław, ojciec Dobrawy. Trudno sobie wyobrazić, aby Dobrawa opłakiwała ojca. Wiedziała natomiast, że jej pozycja polityczna jest zagrożona. Z jednej strony robiła co mogła, aby być wpływową żoną księcia. Z drugiej sojusz z Czechami był kluczowy w tej układance. W ówczesnym świecie sojusze to nie były jakieś wielkie porozumienia międzypaństwowe, a raczej umowy między dżentelmenami. Jeśli jeden z nich zmarł, sojusz po prostu przestawał obowiązywać i trzeba się było dogadywać od początku z jego następcą.
Wśród doradców Mieszka zaczęły pojawiać się głosy, że osłabienie Czech jest znakomitą okazją do podporządkowania sobie południowego sąsiada, a dowódcy wojskowi już się ślinili na myśl o bogactwach Śląska czy Małopolski. Dobrawa znowu musiała wziąć sprawy w swoje ręce i zawarła porozumienie ze swoim bratem, który objął tron po ojcu. W międzyczasie zmarł także cesarz Otton I. Mieszko błyskawicznie wykorzystał zamieszanie związane z przejmowaniem władzy w cesarstwie i swoimi niejasnymi i zapewne kontrowersyjnymi metodami doprowadził do uwolnienia syna.
Fortuna kołem się toczy
Nie do końca wiadomo jak do tego doszło, ale książę Mieszko wplątał się jako sojusznik Bolesława – brata Dobrawy – w spisek zorganizowany przez księcia Bawarii i biskupa Fryzyngi przeciwko nowemu cesarzowi Ottonowi II. Okazało się, że wśród spiskowców jest zdrajca. W podziękowaniu za zdradę Otton II wyprawił się do Bolesława na Czechy, z łatwym do przewidzenia skutkiem. Wnioski doradców Mieszka były w tej sytuacji jednoznaczne: odnowienie sojuszu z Czechami było katastrofalnym błędem – cesarz najpierw „zaopiekował się” Czechami, a potem skoncentruje się na Wielkopolsce.
W 977 roku Bolesław ukorzył się przed cesarzem i prosił o łaskę – zniszczenia Czech były zbyt duże. Czarne scenariusze dotyczące najazdu cesarza na ziemie księcia Mieszka zaczynały nabierać rzeczywistych kształtów. I wtedy właśnie … Dobrawa umiera. Nie ma pewności czy ktoś jej pomógł, czy po prostu zmęczona wieloletnim intensywnym życiem i stresami zmarła z wyczerpania.
Potem w życiu Mieszka pojawiła się Oda. Ale to już zupełnie inna historia – wrócimy do niej w kolejnym numerze.
Źródła:
https://ciekawostkihistoryczne.pl – Piotr Dróżdż Chrzest Polski
Kamil Janicki Żelazne damy – kobiety, które zbudowały Polskę

Inicjatorka powstania konstancińskiej Gminnej Rady Działalności Pożytku Publicznego, Prezes Zarządu Fundacji NIKA, koneserka dobrych książek i filmów, wielbicielka Pink Floyd-ów.



